23 lipca 2012

2. Misery - Stephen King

Biorę udział w konkursie SZwB <strona konkursu>


Główny bohater – Paul Sheldon – pisarz tandetnych historii miłosnych, które podbijają rynek, w wyniku wypadku trafia do domu swojej psychofanki, byłej pielęgniarki, której nie podoba się nowa, poważna książka Sheldona. O tym, że sława może mieć swoją mroczną stronę i o tym, jak wiele człowiek potrafi wytrzymać, by odzyskać utraconą wolność. A także o tym dlaczego warto robić kopie zapasowe…

„ Zadrżał, oczekując na wystrzał. Ale oczywiście jej tam nie było – jego umysł zdołał już rozpoznać, że to tylko zwykły sen. Nie sen – ostrzeżenie. Może wrócić w każdej chwili. Kiedykolwiek.”

Chyba każdy słyszał o Kingu. Chyba każdy słyszał o jego geniuszu. Muszę przyznać, że nie jest on przereklamowany. „Misery” to pierwsza powieść jego autorstwa, którą miałam okazję czytać. Pomimo, że miało to miejsce jakiś czas temu dalej jestem pod wrażeniem tej lektury. Być może nie ma tutaj jakiś zaskakujących i nagłych zwrotów akcji, a części czytelników fabuła może wydać się monotonna, jednak książka zawiera „to coś”. „To coś”, które pozwalało mi czuć ból łamanych kości, strach i niepewność Paula Sheldona. To kreacja Annie Wilkes, która momentami przyprawiała mnie o gęsią skórkę. To szczegóły, które powodują, że nie czujemy upływu czasu podczas lektury.
Podoba mi się również problematyka jakiej dotyka Stephen King. Po pierwsze ból jaki zdolny jest zadać człowiek drugiej osobie. Annie Wilkes nie ma żadnych skrupułów. Jest gotowa zrobić wszystko, aby osiągnąć swój upragniony cel. Przeciw niej staje Sheldon- połamany, obolały, wycieńczony, ale silny duchem. Wiele razy otarł się o śmierć, często ryzykował. Jednak po przeczytaniu książki wiem dlaczego to robił. Starał się za wszelką ceną odzyskać wolność i uciec od koszmaru psychopatycznej fanki, brutalnej pielęgniarki i kobiety, która pojawiała się w jego snach jako koszmar, podobnie jak była jego koszmarem na jawie.

„  Prawdę mówiąc, miał nadzieję, że umrze. Tylko… proszę, żeby to nie było bolesne. Bez wspomnień, bez bólu, bez Annie Wilkes.”

Książka wiele razy wzbudzała we mnie skrajne emocje, zmuszała do rozmyślań, a przede wszystkim budziła we mnie strach i grozę- co udaje się nielicznym.
Moja ocena 10/10

Na podstawie powieści powstał film. Jak w wielu innych przypadkach nie dorasta on książce do pięt. Annie Wilkes na kartach książki budziła we mnie większe przerażenie niż ta na ekranie telewizora.



5 komentarzy:

  1. Witam,

    Informuję o zmianie w regulaminie konkursu na moim blogu. Oto link:

    http://subiektywnie-o-ksiazkach.blogspot.com/2012/07/zmiana-zasad-konkursu.html


    Pozdrawiam,
    awiola

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam film. Z mojego doświadczenia wynika, że książki Kinga są lepsze od ich ekranizacji, więc pewnie po nią sięgnę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Była to pierwsza książka Stephena Kinga, jaką przeczytałam i do dzisiaj pozostaje dla mnie ona tą jedyną, unikalną i najlepszą. Tylko słowa na kartkach, a jakie przerażające! Książka genialna.
    Ps. Ja też zaczynam, chętnie będę śledzić Twojego bloga.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, oczywiście z przedmówczynią. Dla mnie King (chociaż w moim przypadku pierwszą książką po jaką sięgnęłam był "Cmentaż dla zwierząt") to nie oceniony geniusz, ale chyba tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Za to Misery ma w sobie pewien unikat, co zresztą opisałaś powyżej.
    Zacny psychopata = Asprix
    P.S. A nie wolałabyś mieć na stronie głównej jednego postu? Jeśli tak, to wystarczy wejśc w "Posty i komentarze" i tam zmienić 7 na 1.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Misery"... nadal czuję ten ból ;).
    Po prostu uwielbiam tę książkę! Według mnie pobija na głowę "Lśnienie", które wszyscy uważają za jakieś cudo... Nie to, że jest zła. Wręcz przeciwnie - jest świetna, ale "Misery" i Annie Wilkes są lepsze ;D!

    Pozdrawiam!
    Melon

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)