30 sierpnia 2012

13. Dajcie mi jednego z was –Jacek Getner



W pewnym pokoju budzi się czterech obcych sobie mężczyzn. Kapral, Bogacz, Przystojniak i Prorok. Jest też Głos – organizator całej tej „zabawy” w Sąd Ostateczny. Każdy mężczyzna wyrządził mu jakąś krzywdę i teraz jeden z nich  musi za to zapłacić. Mężczyźni muszą za pomocą jednogłośnego werdyktu uznać najbardziej winnego w sprawie, czym skażą go na śmierć. Potem odzyskają wolność. Czy jednak warto wierzyć szaleńcowi, który wplątał ich w tę historię. A może to zwyczajny, aczkolwiek zagłuszony głos sumienia? Głos jest bliżej niż Ci się wydaje…

„ Czym jest życie wobec śmierci? Życie trwa moment, ułamek sekundy, można je zniszczyć w każdej chwili. Śmierć za to jest wieczna  nic jej nie przeminie.”


Po tę książkę sięgnęłam właściwie przez przypadek. Notka od autora bardzo mnie zaintrygowała, ale postawiła też samemu autorowi wysoką poprzeczkę. Czy Pan Getner sprostał zadaniu? I tak, i nie. Jeżeli chodzi o pomysł i przeprowadzenie fabuły byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Rozczarowało mnie tylko zakończenie, któro nie miało praktycznie żadnego głębszego odbicia w początkowej treści książki. Postacie przypadły mi do gustu, nie były one sztuczne , powiem – takie w sam raz. Największym minusem jest korekta, a właściwie jej brak. Podczas czytania jestem uczulona na wszelkie błędy. W wielu miejscach brakowało przecinków, pojawiały się literówki oraz błędy przy wprowadzaniu dialogów. Takie, wydawać by się mogło błahostki, zaważyły na tym, że książkę odbieram odrobinę negatywnie. Dlaczego? Z uwagi na to, że zamiast wczuwać się  w to co czytam, zwracałam uwagę na błędy.
Wracając do samej fabuły zabrakło mi trochę napięcia i większej ilości opisów. Czasem miałam problem z wyobrażeniem sobie danej sytuacji, bądź miejsca. Pan Getner daje nam jednak wspaniałą lekcję życia.
Książkę czyta się bardzo szybko, głównie ze względu na objętość. Gdyby nie błędy i odrobinę kiepski język moja ocena byłaby za pewne wyższa.

Moja ocena 5/ 10

28 sierpnia 2012

Stoisk #2

Wakacje niestety dobiegają końca, a ja postanowiłam umieścić kolejny stosik czytelniczy. Trochę się tego nazbierało :


1. S@motność w sieci - Janusz Leon Wiśniewski 
2. Wisielec i księżyc - Katarzyna Gacek, Agnieszka Szczepańska ( Książka otrzymana od Syndykatu ZwB)
3. Kiedy Atena odwraca wzrok - Jakub Szamałek (Książka otrzymana od Syndykatu ZwB)
4. Traktat o łuskaniu fasoli -Wiesław Myśliwski 
5. ani żadnej rzeczy - PM Nowak
6. Czerwone Gardło - Jo Nesbo ( Literatura Nesbo to moja miłość od pierwszego wejrzenia)
7.  Trzeci Klucz - Jo Nesbo 
8. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson 

Co czytaliście i co najbardziej polecacie?

Dla Waszej wygody powstała lista recenzji - LINK.

25 sierpnia 2012

12. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafón





„ Wyrastałem pośród książek, zaprzyjaźniając się z niewidzialnymi postaciami żyjącymi na rozsypujących się w proch stronach, których kolor mam do tej pory na palcach. „

Ojciec Daniela zabiera chłopca w magiczne miejsce – na Cmentarz Zapomnianych Książek. Daniel ma wybrać jedną książkę, którą będzie miał chronić przed zapomnieniem. Wybiera „ Cień wiatru” autorstwa Juliana Caraxa i zafascynowany książką próbuje dowiedzieć się coś więcej na temat autora. Przemierzając ulice powojennej Barcelony trafia w tajemnicze miejsca, poznaje smak przyjaźni, miłości i nienawiści, a także pokonuje napotkane trudności. Czy uda mu się ocalić „Cień wiatru”  od zapomnienia? Kim jest tajemniczy podpalacz? Kim jest Julian Carax?

„Są więzienia gorsze od słów.”
Moje pierwsze „spotkanie” z Zafónem było dla mnie dość traumatycznym przeżyciem, albowiem czytając jego debiut „Książę Mgły” byłam bliska rzucenia tej książki w najciemniejszy kąt mieszkania. Tym razem byłam jednak pozytywnie zaskoczona  i „Cień wiatru” to jedna z moich ulubionych książek.
Byłam w szoku kiedy zobaczyłam sporo negatywnych opinii na temat tej książki. Tani bestseller, płytka książka, przewidywalna fabuła, trywialne opisy…. Rzeczywiście nie każdemu czytelnikowi spodoba się opisywanie tajemniczych zakamarków Barcelony i być może odrobinę banalnej historii miłosnej. Ja byłam niemniej zachwycona. Być może wynika to z faktu, że w  porównaniu do wcześniej wspomnianego „Księcia Mgły” jest to arcydzieło.
Zacznę od fabuły. Moim zdaniem zaskakująca, choć momentami gubiłam się kto z kim i dlaczego. Opisy Barcelony uzupełnione wspaniałymi zdjęciami ( denerwowało mnie to, że  nie były podpisane ) przeniosły mnie do powojennej Hiszpanii. Natomiast jeżeli chodzi o bohaterów moje serce skradł Fermin. Ten ironiczny pan, kobieciarz i …. To zostawiam Wam – przekonajcie się sami. Nie polubiłam jednak głównego bohatera –był dla mnie za słabo wykreowany przez autora, momentami nudny. Jego ojciec też był szary, wyblakły i nie zostanie w mojej pamięci zbyt długo.
Polecam Wam tę książkę, jeżeli  jesteście fanami zawiłych historii rodzinnych, intryg i zaskakujących zwrotów akcji. Książka jest również kopalnią cytatów i mądrości życiowych.
Moja ocena 9/10

 „ (…) niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, cha słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego wcześniej czy później –i nie ważne ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”

14 sierpnia 2012

11. GONE Faza Druga GŁÓD – Miachael Grant




„Nie do wiary, czym człowiek może się zadowolić, jeśli tylko jest wystarczająco głody. A Sam, jak pozostali  w ETAP –ie, był głodny.”


Minęło trzy miesiące od utworzenia Etap-u. Jedzenia jest coraz mniej, problemów z każdą minutą przybywa. Sam rządzi, ale jest także odmieńcem, mutantem. Części dzieciaków to się nie podoba. Niektórzy próbują przejąć kontrolę nie wahając się przed niczym. Ciemność też nie ma skrupułów – jest głodna, opanowuje kolejne umysły, doprowadza do kolejnego starcia dobra ze złem. Komu można zaufać? A może nie można zaufać nawet samemu sobie?

 „Brianna, jak większość dzieciaków w ETAP-ie, nauczyła się radzić sobie z utratą rodziców, dziadków, starszego rodzeństwa. Ale nadzieja, że będzie można z nimi porozmawiać…”

Pierwszy tom z serii „GONE” przeczytałam z zapartym tchem <recenzja>. Druga część odrobinę mnie rozczarowała. Niestety dość długo męczyłam się z tą książką, bo tylko niektóre momenty  potrafiły mnie naprawdę wciągnąć i wyjąć z otaczającej rzeczywistości.
Głównym motywem tej części jest głód. Po pierwsze głód mieszkańców ETAP-u. Właściwie wszystko kręci się wokół jedzenia. Dzieciaki zaczynają być coraz bardziej brutalne i zdeterminowane. Zaczynają się podziały, walka o władzę i uznanie małej społeczności. Głodna jest również ciemność. Staje się ona coraz potężniejsza i coraz bardziej niebezpieczna. Grant serwuje nam również kolejne mutacje, przepisy na coś z niczego i odrobinę uranu. Jednak jak dla mnie brakowało w tej części smaczku pierwszego tomu.
Dość spore zmiany przeszły główne postaci. Sam, który był jednym z moich ulubionych bohaterów zrobił się teraz irytujący, władczy, a jednocześnie dużo słabszy psychicznie niż w pierwszej części. Astrid zrobiła się jak dla mnie zbyt przemądrzała. Wszystkim uderzała momentami woda sodowa z powodu posiadania jakiejkolwiek władzy. Być może Grant miał taki zabieg na celu, jednak mi on nie przypadł do gustu, a postacie stały się nierealne. No i oczywiście momenty, kiedy dzieci w ogóle nie zachowują się jak dzieci. Wiem, że w takiej sytuacji szybko dorosły, ale momentami brakowało mi dziecięcego, naiwnego spojrzenia na świat.
Czytając drugą część cyklu nie odczuwałam również zbytniego napięcia, może tylko w kilku kulminacyjnych momentach. Książka stała się dla mnie zbyt przewidywalna i nie zaskakiwała. Autor czasami urywa wątek, wraca do niego kilka rozdziałów później, kiedy już zapomniałam o danej sytuacji.
Jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów ETAP-u, ale „Faza druga” mnie rozczarowała.
„ „Wiem, że jesteśmy tylko dziećmi”, mawiał. „Ale pewnego dnia może się okazać, że dzieci będą musiały wystąpić naprzód, być więcej niż tylko dziećmi.” ” 
Moja ocena 6/10



11 sierpnia 2012

10. Biała jak mleko, czerwona jak krew – Alessandro D’Avenia


„Każda rzecz jest kolorem. Każde uczucie jest kolorem. Cisza to biel. Biel jest kolorem, którego nie znoszę – nie ma granic.”

Leo jest pierwszy raz zakochany. Obiektem jego uczuć jest rudowłosa piękność – Betrice. Kojarzy mu się z czerwienią. Czerwień to miłość. Jest też Silvia –przyjaciółka. Ją i przyjaźń symbolizuje błękit.  Jest też cierpienie, ból, strata, bezkres czyli biel. A bieli Leo nienawidzi. Co się wydarzy jeżeli kolory zaczną się przenikać i zmieniać jak kształty w kalejdoskopie?

„Ale miłość to coś innego. Miłość nie daje spokoju. Miłość jest bezsenna. Miłość obdarza siłą. Miłość jest szybka. Miłość jest jutrem. Miłość to tsunami. Miłość jest czerwona jak krew.”

 Przeczytałam tę książkę w jeden wieczór, a z napisaniem recenzji miałam nie lada problem. Z jednej strony ta historia mnie poruszyła, zmusiła do refleksji. Jednak patrząc obiektywnie, nie jest to jakieś arcydzieło.
Historia jest opowiedziana oczami Leo – nastolatka, który skrycie podkochuje się w dziewczynie, z którą nigdy nie rozmawiał. Jeżeli chodzi o tę postać mam ambiwalentne uczucia. Momentami błyszczał psychologicznymi rozważaniami, poczuciem humoru. W innych momentach irytował mnie swoją naiwnością, przewidywalnością i humorami. U swojego boku ma przyjaciela z drużyny – Niko- co do którego zupełnie nie mam zdania. Przyjaźni się także z Sylvia, którą od początku polubiłam, pomimo że jest dość przewidywalną postacią i przejrzałam ją już na pierwszych stronach.
Na ich drodze pojawia się też nauczyciel – ideał chciałoby się rzec. Prowadzi on nadprogramowe lekcje, jest marzycielem i idealistą. Leo na początku się oczywiście buntuje, próbuje ośmieszyć młodego pedagoga, jednak później się przekonuje i odnajduje w nim wsparcie.
Z miłością do Beatrice też nie jest tak prosto, bowiem pewne okoliczności uniemożliwiają wspaniałą miłość. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, gdybyście się zdecydowali na tę książkę.
Jak już wspominałam książkę czyta się bardzo szybko. Język jest przystępny, historia może odrobinę banalna i przewidywalna. D’Avenia pokazuje nastoletnią miłość, ale momentami przesadza z rozważaniami głównego bohatera, co bywało męczące.
Uważam, że nie jest to książka najwyższych lotów, aczkolwiek przyjemna lektura w sam raz na wakacje.
Moja ocena: 6/10

9 sierpnia 2012

9. GONE Faza pierwsza: NIEPOKÓJ – Michael Grant



Wyobraź sobie zwykły, szary dzień w szkole. Wyobraź sobie, że w pewnym momencie wszyscy powyżej piętnastego roku życia znikają. Wyobraź sobie, że jesteś zupełnie odcięty od świata tajemniczą barierą. Wyobraź sobie, że masz nadprzyrodzone moce. Witamy w ETAP-ie.
W świecie bez dorosłych zaczyna panować prawo pięści. Nie ma lekarzy, strażaków, policjantów, nauczycieli, rodziców…
Dzieciaki próbują zaprowadzić własne, często brutalne rządy. Sam- główny bohater stara się rozwiązać tajemnicę ETAP-u i pokonać swojego największego przeciwnika Cainea.
Musi się spieszyć…
piętnaste urodziny nadchodzą…

Michael Grant napisał pierwszą część tej książki z pomysłem.Ukazuje on rzeczywistość, w której rządzą dzieci. Pomysł oryginalny, wykonanie też niezłe. Jest to pierwszy tom serii i początki czytania były dla mnie trudne. Co chwile pojawiały się nowe pytania, pozostawione oczywiście bez odpowiedzi.. Momentami byłam sfrustrowana, że nic nie wiem. Autor co chwile wprowadza nowe wątki, trzyma w napięciu, ale z czasem wszystko składa się w jednolitą całość. Jestem również zadowolona z wykreowania bohaterów. Grant pokazuje ich słabości, uczucia i emocje. Bohaterów - szczególnie tych negatywnych- zapamiętuje się na bardzo długo.
Sam walczy z Cainem. Dobro ze złem. Światło z ciemnością,
Kto wygra? Przeczytajcie, a się dowiecie
Moja ocena: 8/10

Obecnie jestem w trakcie czytania kolejnej części - niedługo recenzja. 

***

MUST READ - co to takiego?
Ostatnio czytam bardzo dużo recenzji, ale bywa, że nie mogę znaleźć niczego dla siebie. Postanowiłam, że na moim blogu wprowadzę specjalne oznaczenie - coś w stylu must have. Jak to będzie działało? Na początku recenzji pozycji, która moim zdaniem jest na prawdę warta przeczytania umieszczę ten obrazek. Nie oznacza to, że każda książka posiadająca ocenę 10/10 dostanie ten bonus. Dostanie ją każda książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i moim zdaniem jest pozycją obowiązkową.
Jak się Wam podoba ten pomysł?

***
Chciałam się również pochwalić, że zostałam nagrodzona w konkursie "Recenzja lipca", który był organizowany przez Syndykat Zbrodni w Bibliotece. Dziękuję serdecznie za to wyróżnienie.

5 sierpnia 2012

8. Karaluchy – Jo Nesbo



(…) Osób i zdarzeń opisanych w tej powieści nie należy szukać w rzeczywistości. Na to by potwierdzić ich istnienie, rzeczywistość jest zbyt mało wiarygodna.”

W domu publicznym w Tajlandii zostaje odnalezione ciało ambasadora Norwegii. Na poszukiwania sprawcy tajemniczego morderstwa udaje się Hary Hole. Przemierzając  ulice Bangkoku próbuje odnaleźć zabójcę, jednocześnie unikając politycznego skandalu. 


„Mordujący dla przyjemności nie wbijają ofierze noża w plecy i nie uprzątają potem wszystkich śladów. Prawdziwi szaleńcy zostawiają coś, żebyśmy potem mogli się bawić w policjantów i złodziei.(…)Ale kto wie, może po to, żeby zrealizować takie zabójstwo, też trzeba być szaleńcem?”



„Karaluchy” to pierwsza książka Nesbo jaką miałam okazję czytać.  Jestem nią zachwycona i już na wstępie recenzji zachęcam do lektury tego kryminału.

Moim zdaniem na sukces tej książki składa się wiele elementów. Po pierwsze główny bohater – Harry Hole – cyniczny, genialny policjant ze skłonnościami do nadużywania alkoholu. Po drugie sceneria- duchota, skwar, zakorkowane ulice, palarnie opium, bary go –go. Jednym słowem – Bangkok.  Po trzecie – morderstwo. Ofiarą jest  norweski ambasador blisko związany z premierem. Należy on do chrześcijańskiej partii, a w grę wchodzi dziecięca prostytucja i homoseksualizm. Skandal murowany. Po  czwarte- fabuła. Do końca nie wiemy kto zabił. Wątków jest wiele, podejrzanych z każdą chwilą przybywa, a czas ucieka.

Wszystkie te składniki Nesbo umieścił na kartach swojej książki opisując w mistrzowski sposób. Czytając „Karaluchy” czujesz upał, zaduch i wszechobecny hałas.  Czytając „Karaluchy” odkrywasz mroczny świat stolicy Tajlandii. Czytając „Karaluchy” do końca nie wiesz kto zabił.

Nie wiem co więcej mogę napisać o tej książce, bo nie chciałabym zdradzić zbyt wielu szczegółów. Jest to wspaniały kryminał, od którego nie sposób się oderwać.
Moja ocena 10/10


2 sierpnia 2012

7. Wielki marsz – Stephen King



„- Trzymanie się życia ciężko sklasyfikować jako hobby.
-A co z nurkowaniem? Polowaniem na grubego zwierza? Wspinaczką wysokogórską? A pomyśl o jakimś półgłówku, dla którego jedyną rozrywką jest prowokowanie bójek w sobotni wieczór. Musisz przyznać, że trzymanie się życia to prawdziwe hobby. Tak już jest.”

Stu chłopców przemierzających setki kilometrów pieszo. Wielki Marsz- wygrywa ten, który przetrzyma 99 pozostałych. Nie wolno się zatrzymywać, zwalniać. Trzeba tylko iść przed siebie, inaczej dostaniesz czerwoną kartkę, a z karabinów nie wyskoczą czerwone chorągiewki. Żołnierze będą bezwzględni, a widzowie żądni krwi…

„Dziwne. Po raz pierwszy, jak sięgał pamięcią w przeszłość, pragnął wygrać. Nawet na starcie (wtedy jeszcze, kiedy dinozaury chodziły po ziemi), nie pragnął tego świadomie. Wtedy czuł tylko, że stoi przed wyzwaniem. Ale z karabinów nie wyskakiwały czerwone chorągiewki z napisem PIF-PAF! To nie baseball ani gra w klasy; tu wszystko było prawdziwe.”

Idą, idą, idą i tak przez całe 263 strony książki czyli w przeliczeniu cztery doby… Dlaczego idą? Sami zawodnicy cały czas zastawiają się dlaczego się na to porwali. Nikt ich nie zmuszał, sami się zgłosili. Wiedzą tylko, że na końcu czeka ich wielka nagroda – spełnienie ich życzeń, życie w luksusie do końca życia. Jednak czy warto ryzykować życie dla pieniędzy i sławy?
Niestety ta książka mnie rozczarowała. King może i oddaje atmosferę towarzyszącą temu wydarzeniu, ale nic nie wyjaśnia. Dowiadujemy się jedynie, że Wielki Marsz dostarcza rozrywki obywatelom Ameryki. Setki kibiców dopinguje młodych bohaterów, obserwuje ich zmagania, często także śmierć. King opisuje wszystko w bezwzględny, pozbawiony emocji sposób. Wiele opisów budziło we mnie rozgoryczenie. Zastanawiałam się jak można być tak okrutnym wobec drugiej osoby. Żołnierze, którzy pilnowali uczestników nie mieli żadnych skrupułów – momentami bawili się nimi jak gdyby była to jakaś świetna zabawa.  Brakowało mi jednak genezy Wielkiego Marszu. Wydaje mi się również, że gdyby narratorem był sam Garraty książka wzbudziłaby we mnie większe emocje.
Jeżeli ktoś lubi literaturę grozy, to polecam tą książkę. Jak dla mnie była ona zbyt długim opowiadaniem  naszpikowanym przemocą, wulgarnością i śmiercią.
Moja ocena  5/10

1 sierpnia 2012

6. Więzień labiryntu – James Dashner



-Wygląda jak labirynt- wyszeptał, prawie śmiejąc się do siebie. Nic gorszego nie mogło go już chyba spotkać. Ktoś wyczyścił mu pamięć  umieścił  go w gigantycznym labiryncie. Sytuacja była tak niewiarygodna, że aż zabawna.”

Thomas budzi się w kompletnych ciemnościach. Nie pamięta nic poza swoim imieniem. Kilka chwil późnej trafia do Strefy. Plac otoczony murami, za którymi ciągnie się labirynt bez wyjścia. Żeby było ciekawiej w korytarzach możemy natknąć się na „milusie stworzonka”. Czy nastolatkom uda się uciec? A  przede wszystkim czy gra jest warta świeczki?

 „Jednak szczęście wyrwano im z serc. Miłość wyrwano z ich życia.”

W Internecie znalazłam mnóstwo opinii, które zachwalają tę książkę pod niebiosa. Na okładce znalazłam też informację, że jest to najlepsza trylogia od czasu „Igrzysk śmierci”. Pomyślałam, że warto będzie poświęcić jej trochę czasu. Niestety jestem rozczarowana.

„-Jestem kompletnym popaprańcem. Z jednej strony mam doła i tęsknię za domem, ale z drugiej strony to tak naprawdę nie wiem , za czym tęsknie. Wiem tylko, że nie chcę tu być. Chcę wrócić do mojej rodziny. Kimkolwiek i jakakolwiek ona by nie była. Chcę pamiętać.”

Jak wspominałam pokładałam w tej książce duże nadzieje. Liczyłam na przerażające momenty, zaskakujące zwroty akcji i pełnych życia i charakteru bohaterów. Co jednak dostarczył mi „Więzień labiryntu”? Przewidywalnej akcji, wyblakłych bohaterów i nudy, bo jakikolwiek ruch zaczyna się dopiero w okolicach czterdziestego rozdziału. Autor nie sprawił, że bałam się Bóldożerców i niecierpliwie przewracałam kartki. Wręcz przeciwnie, podczas lektury wiele razy się wyłączałam i gubiłam wątek. Książka mnie nie wciągnęła, a postacie mimo, że słabo zarysowane dobitnie mnie irytowały. Doszły do tego sztuczne dialogi  i sztuczne opisy. Do gustu przypadł mi język użyty przez Dashnera. Było to jakieś urozmaicenie w tej zagadce labiryntu. Pewnie dziwicie się dlaczego zrównałam tę książkę z ziemią? Otóż została ona uznana za kolejny bestseller na miarę HG, a otrzymaliśmy w efekcie przeciętną lekturę. Obawiam się również kolejnych części i przyznam szczerze, że nie jestem pewna czy po nie sięgnę.
Nie zniechęcam was całkowicie do tej książki, jednak nie uznałabym ją za tak świetną na jaką została wypromowana.

Moja ocena 5.5/10