29 grudnia 2013

50. "Mistrz i Małgorzata" - Michaił Bułhakow









"Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości?
A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język."



„Ten, który kocha, powinien dzielić los tego, kogo kocha."

Tak się jakoś złożyło, że na dzisiejszy dzień przypada 50 recenzja. Dodatkowo mamy koniec roku, więc uznałam, że ten szczególny wpis należy się książce, która wywarła na mnie szczególne wrażenie. Jest nią właśnie powieść rosyjskiego pisarza, którą mianuję moją osobistą KSIĄŻKĄ ROKU 2013!

Teraz chyba powinnam Wam w kilku zdaniach przybliżyć fabułę, która Was zaciekawi i nakłoni do sięgnięcia po ten utwór. Hah. Tylko to nie jest takie proste, bo im bardziej chce Wam opowiedzieć historię o nietypowym obywatelu, który przybywa do Moskwy razem ze swoim gadającym kotem Behemotem, tym bardziej ta historia wydaje mi się niedorzeczna i plączę się w zeznaniach.

Wklejenie tutaj podsumowania z okładki, czy jakiegoś portalu czytelniczego też sprawy nie załatwi. Może więc uwierzcie na słowo, że historia jest na prawdę ciekawa i sięgnijcie po tę powieść tak jak ja, odrobinę w ciemno. W moim przypadku, pozycja ta trafiła na stosik do przeczytania za sprawą mojej przyjaciółki Karoliny. A, że czasami zdarza nam się rozmawiać cytatami z książek i nie za bardzo rozumiałam te zabawne anegdotki, postanowiłam pójść w kierunku klasyki i sięgnąć po "Mistrza i Małgorzatę".

Na pewno było warto, choć nie było lekko. Podchodziłam do lektury dwukrotnie. Najpierw w trakcie wakacji, gdzie książka rozłożyła mnie na łopatki i musiała swoje odczekać. Później przysiadłam do niej po raz drugi i dzięki dwukrotnemu przeczytaniu niektórych fragmentów, lepiej wszystko rozumiałam. Wiem też, że w niedługim czasie przeczytam tę książkę po raz kolejny, ponieważ czuję, że nie odkryłam jeszcze wszystkich niuansów i zakamarków Moskwy, gdzie rozgrywają się wydarzenia.

Książka to połączenie specyficznego humoru, barwnych bohaterów („Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.") i wydarzeń z goła wyjątkowych i nieprawdopodobnych. A to wszystko napisane, może nie najłatwiejszym, ale wspaniałych językiem. Fabuła jest bardzo zawiła, często musiałam zastanawiać się nad tym, kto jest kim, nie zwalnia ani na minutę, choć traktuje często o rzeczach odmiennych. 

Oczywiście, mamy też historię miłości. Ale żeby nie zdradzić Wam żadnego szczegółu i nie psuć zabawy, to powiem tylko tyle, że chyba po raz pierwszy miałam do czynienia z literacką miłością, która nie jest banalna i prosta. 

Nie wiem czym jeszcze mogłabym Was zachęcić do tej książki. Spróbujcie. Może się zdarzyć, że nie przebrniecie przez pierwszych 50 stron, ale warto trochę się pomęczyć, bo satysfakcja po skończeniu jest niesamowita. 
„Rękopisy nie płoną.”

Moja ocena: 10/10, Must Read

P.S. Nie zawarłam w tej recenzji nawet połowy myśli o tej książce... Ehhh... Czytał ktoś i ma podobne odczucia?

27 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013, plany noworoczne i stosik#8

Święta, Święta i po Świętach... Trzy dni radosnego świętowania Narodzenia Pańskiego minęły błyskawicznie. Teraz wielkimi krokami zbliża się Nowy Rok, a wraz z tym wydarzeniem, związane jest tworzenie postanowień a także i planów dotyczących nadchodzącego roku.

W styczniu zamieściłam post, w którym umieściłam postanowienia na ten rok. Część z nich ukończyłam powodzeniem:

- przeczytać 100 książek - udało się mi przeczytać jedynie ponad 30, mam nadzieję, że wynik roku 2014 będzie znacznie lepszy

- zdobyć 200 obserwatorów - jest Was 144, a dla mnie to i tak ogromny sukces. Dziękuję wszystkim, którzy mnie obserwują, czytają, komentują...

- zdobyć 15 000 odwiedzin - ta magiczna liczba wybiła wczoraj :)

- ukończyć pomyślnie wyzwania, w których biorę udział - niestety, wyzwania to moja tegoroczna porażka. Wraz z zawieszeniem bloga, przestałam się na nich skupiać i niewiele z tego wyszło :(

Mam nadzieję, że w roku 2014 uda mi się przeczytać znacznie więcej książek, choć widząc, jakie tempo panuje czasem w mojej szkole, mam małe wątpliwości. Obiecuje sobie jednak, że choćby się waliło i paliło, przeczytam codziennie przynajmniej jeden rozdział. 

Nie będę natomiast narzekała na brak pozycji do czytania. Zawsze wydawało mi się, że nigdy nie uda mi się zrobić takich książkowych zaległości, a teraz doszło do sytuacji, gdzie więcej książek jest nieprzeczytanych. Mam dzisiaj dla Was dwa stosiki: 

Mam tutaj 4 tomy "Wojny i pokoju", które zdobyłam na wyprzedaży w mojej bibliotece (każda książka kosztowała tylko 2zł *_*). Na tej samej wyprzedaży zdobyłam "Alicję w Krainie Czarów", którą odstąpiła mi mała dziewczynka. W ostatnim czasie zakpiłam również okazyjnie "Bzrk" oraz "Bezcenny".

Tutaj natomiast znajduje się stosik książek, które stoją i pokutują na półce, bądź są pożyczone z biblioteki.
Aktualnie czytam czwarta część Harrego Pottera, trzecia czeka na recenzję. Jestem także w trakcie czytania "Lolity" oraz "Aż gniew Twój przeminie".
Inne muszą cierpliwie poczekać.

Nareszcie mam dostęp do komputera, więc zabiorę się za pisanie zaległych recenzji. Tymczasem uciekam do Hogwartu.



Aaaa... Jeszcze życzenia.

W Nowym Roku życzę Wam wszelkich obfitości Bożych Łask, spełnienia najskrytszych marzeń, dużo miłości i prawdziwych przyjaciół. Blogerom życzę weny do pisania recenzji wspaniałych książek. Molom, które nie piszą opinii, życzę by trafiali na wartościowe pozycje i czerpali z czytania samą radość. Wszystkiego dobrego!