30 stycznia 2014

54. "Wichrowe wzgórza" - Emily Jane Bronte

"Nie umiem tego wyrazić, ale z pewności każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że istnieje cześć nas samych gdzieś całkowicie poza nami..."



Ostatnie dni upływały mi na błogim wylegiwaniu się w łóżku, czytaniu książek i popijaniu kakao z cynamonem i imbirem. Za oknem leży skrzący się śnieg, więc aura jest niemal idealna, by zasiąść do lektury "Wichrowych wzgórz".



Akcja powieści rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku. Pan Lockwood, najemca Drozdowego Gniazda, przybywa do swojej posesji, gdzie jego służąca zaczyna snuć zawiłą historię o perypetiach i losach dwóch rodzin - Lintonów i Earnshawów. 

Chciałabym Wam opowiedzieć więcej o losach głównych bohaterów. Jaką mielibyście wtedy jednak frajdę z czytania? Warto jednak zaznaczyć, że "Wichrowe wzgórza" to historia, której głównym tematem jest uczucie. Potężna, ale i niszczycielska miłość. 

"Dobre serce upiększy twoją twarz, mój chłopcze, nawet jeśli będziesz całkiem czarny. A złość oszpeca i zohydza najpiękniejsze oblicza."


To co w tej książce urzekło mnie najbardziej to jej klimat. Opowieść snuta przez służącą w taki sposób, iż miałam wrażenie, że razem z nią siedzę przy kominku w Drozdowym Gnieździe i próbuję zrozumieć skomplikowane relacje pomiędzy bohaterami. 
Postacie bowiem to jednostki zdecydowanie odmienne i bez wątpienia charakterystyczne. Niektóre po prostu głupie, inne podsycane żądzą zemsty i nienawiścią. Jednym słowem - wachlarz ludzkich charakterów. 
Intrygi, związki, uczucia. To wszystko sprawia, że czytelnik się nie nudzi i czasem musi wytężyć umysł by połapać się kto jest kim. 

Kolejnym plusem jest język użyty przez autorkę, który z łatwością przeniósł mnie do Yorkshire, gdzie rozgrywa się akcja. Książka mnie wciągnęła, sprawiła, że na moment mogłam przestać myśleć o otaczającej mnie szarej jesieni, gdy czytałam tę powieść i zaszyć się w Drozdowym Gnieździe. 

Jestem przekonana, że w przyszłości z pewnością powrócę do tej książki. Zgadzam się z moją wspaniałą polonistką, która poleciła mi i Karolinie tę powieść, że warto czytać pewne tytuły jako niedoświadczone nastolatki, by później - w dojrzałym życiu, móc jeszcze raz po nie sięgnąć i zobaczyć, jak bardzo zmienił się nasz punkt widzenia na otaczający nas świat.

Może więc warto na chwilę odłożyć stos popularnych młodzieżówek i sięgnąć do kanonu literatury anglojęzycznej? Osobiście serdecznie polecam.

Na koniec, wydany przez Kate Bush, która zainteresowała się losami bohaterów "Wichrowych wzgórz" teledysk:




Moja ocena 7/10

28 stycznia 2014

53. "Harry Potter i Więzień Azkabanu" - J.K. Rowling


"Lepiej umrzeć, niż zdradzić swoich przyjaciół."



Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka niebezpieczny przestępca. Kim jest? Co łączy go z Harrym? Dlaczego lekcje przepowiadania przyszłości stają się dla bohatera udręką? W trzecim tomie przygód Harry'ego Pottera poznamy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, zobaczymy Hagrida w nowej roli oraz dowiemy się więcej o przeszłości profesora Snape'a. Wyprawimy się również wraz z trzecioklasistami do obfitującego w atrakcje Hogsmeade, jedynej wioski w Anglii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów.
                                                                                                                          [opis z portalu Lubimyczytac.pl]

Trzecia część przygód młodego czarodzieja była mi najbardziej znana z filmów, gdyż po prostu widziałam ją największą ilość razy. Frajda z czytania była więc znacznie mniejsza, niż w przypadku pozostałych części, nie mniej jednak autorka wspaniale kreuje świat magii i czarów, że nie sposób oderwać się od tej serii.

"Harry Potter i więzień Azkabanu" to jak do tej pory część najbardziej mroczna. Pojawiają się w niej niezbyt przyjemne kreatury, a mianowicie:



"Dementorzy to jedne z najbardziej obrzydliwych stworzeń, jakie żyją na ziemi. Lubują się w najciemniejszych, najbardziej plugawych miejscach, rozkoszują się rozkładem i rozpaczą, wysysają spokój, nadzieję i szczęście z powietrza wokół siebie. Nawet mugole wyczuwają ich obecność, chociaż ich nie widzą. Wystarczy zbliżyć się do dementora, a ginie nasze dobre samopoczucie, giną wszelkie szczęśliwe wspomnienia. Dementor to pasożyt, który gdyby tylko mógł, wyssałby z ciebie wszystko, co dobre, pozostawiając coś, co byłoby podobne do niego. Pozostawiłby w tobie jedynie najgorsze wspomnienia z całego życia."

Młody Potter wraz ze swoimi przyjaciółmi, którzy z każdym kolejnym tomem zaskarbiają sobie moją sympatię, nie próżnuje - odrywa przeszłość jednego z profesorów, a pod koniec oczywiście stacza walkę ze złem. 

Książka ta skierowana jest do dzieci, dlatego też język nie jest zbyt skomplikowany, dzięki czemu czyta się te książki błyskawicznie. Nie mniej jednak, myślę, że seria ta nie jest skierowana jedynie do najmłodszych czytelników. Między wierszami ukryte są bowiem wartościowe przekazy moralne. 

Nie wiem jakiej magii używa J.K. Rowling. Wiem, że jest to magia na tyle skuteczna, że jeśli raz sięgniemy po tę serię, nie będziemy się w stanie od niej oderwać. A to w książkach cenię sobie najbardziej. Że potrafią wyrwać mnie z realnego świata i przenieść do zupełnie odmiennej rzeczywistości. Autorce tych powieści bez wątpienia udało się stworzyć taki portal. 

 Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej części Harrego Pottera. Wiem jednak, że na prawdę warto sięgnąć po ten cykl i jeżeli jesteście starszymi czytelnikami to macie szanse na nowo stać się dziećmi.

Moja ocena 7/10

23 stycznia 2014

52. "Requiem" - Lauren Oliver

"Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda ?"


"Wy wszyscy, gdziekolwiek jesteście: wy w strzelistych miastach i wy w małych wioskach. Znajdźcie w sobie to, co najtwardsze, kamienne bryły, żelazne pręty i ogniwa, i wyrzućcie precz. Umówmy się tak: zrobię to, jeśli i wy to zrobicie, teraz i na zawsze. Zburzcie mury."

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW! TYCH, KTÓRZY NIE CZYTALI TOMU PIERWSZEGO I DRUGIEGO ODSYŁAM TUTAJ I TUTAJ.

Ostatnia część bestsellerowej trylogii Lauren Oliver, która przedstawia wizję świata, gdzie miłość została uznana za chorobę. Główna bohaterka - Lena, walczy jako członkini ruchu oporu. Dodatkowo musi stoczyć wewnętrzną walkę, by wybrać pomiędzy Julianem i Aleksem.
Tymczasem jej przyjaciółka - Hana, toczy pozbawione uczuć życie przy boku swojego narzeczonego - przyszłego burmistrza Portland. Czy drogi tych dwóch bohaterek znów się połączą? Czy mury upadną, a światem znów zacznie rządzić miłość?

Czekałam na ostatni tom tej trylogii z wielkim zniecierpliwieniem, gdyż zakończenie drugiej części, choć nieco oczywiste, rozbudziło we mnie ogromną ciekawość, co zrobi teraz Lena. Miałam jednak nadzieję, że autorka przeprowadzi narrację jak w poprzednich książkach, gdzie uczucia głównej bohaterki stanowią tylko tło do wydarzeń politycznych i opisu dystopijnej wizji świata. Tak się jednak nie dzieje. Lena zmienia się diametralnie, dla mnie osobiście stała się irytująca, a w książce pojawił się typowy dla młodzieżówek trójkąt. I tak przez większość czasu mamy do czynienia z rozmyślaniami : Aleks. Julian?. Julian. Aleks? ...
Książkę ratowały rozdziały poświęcone Hanie. Bardzo brakowało mi tej bohaterki i cieszyłam się, że mogę ponownie śledzić jej losy. 
To, co zdecydowanie przyciąga to okładka, najlepsza ze wszystkich, a i adekwatna do treści. W "requiem" mamy do czynienia z czynną walką niszczącą panujący system, który uznaje miłość za chorobę. Poznajemy szereg bohaterów - rebeliantów, którzy nie poddają się i są w stanie oddać życie w imię wprowadzenia nowego ładu. Wydarzenia rozgrywają się dynamicznie, poza rozmyślaniami Leny odnośnie chłopców, akcja się nie wlecze.
Wszystko wydaje się, więc w porządku, jednak finalny tom trylogii wypadł dla mnie jakoś blado i nijako. Ogromnie budujące i poruszające jest zakończenie, nieco filozoficzne co prawda - o burzeniu murów. Nie wiem, może wynika to z tego, że młodzieżówki zaczynają mi się przejadać, lektura "requiem" nie była dla mnie jakaś wyjątkowa, a sama książka i jej treść nie utkwiły mi zbytnio w pamięci.

Podsumowując całą trylogię, myślę, że warto ją przeczytać, choćby ze względu na pomysłowość i oryginalność tematu. Ostatnia część jednak nie porywa, a mnie wręcz rozczarowała. Jakie są Wasze wrażenia odnośnie "requiem", ale też i całej trylogii Oliver?

Moja ocena 6/10

***
Trwają ferie, a ja zgubiłam wenę do pisania recenzji...
Przypominam, że możecie głosować na książkę, której opinię chcecie przeczytać najbardziej :)







14 stycznia 2014

51. "Opowieść dla przyjaciela" - Halina Poświatowska



„A jednak potrzeba mi twoich słów i trzeba twojej pamięci. Pamiętaj o mnie, dobrze? Może będę się mniej bała, może będę usypiała spokojniej...” 



„Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń.(...) Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli.”


"Opowieść dla przyjaciela" to list, wyznanie skierowane do konkretnej osoby. Historia przyjaźni, miłości, ale także ogromnego cierpienia i zmagań z chorobą. Historia walki o marzenia, strachu przed życiem i o samym życiu również.

Z twórczością Poświatowskiej zetknęłam się głównie przez napotykane wiersze. Co jakiś czas natrafiałam również na cytat z tej właśnie książki. Zaintrygowana, postanowiłam ją wypożyczyć.

Opowiedzianą historię podzieliłabym na dwie części, choć cała książka ma formę listu, a właściwie listów skierowanych do przyjaciela. Na początku mamy to czynienia ze swoistym traktatem o uczuciach i relacjach międzyludzkich a także strachu - tak przed życiem, jak i przed śmiercią. W późniejszych rozdziałach Poświatowska opisuje tułaczkę po szpitalach, studia w Ameryce i próby spełniania marzeń, pomimo przeciwności losu.

To, co w tej książce urzekło mnie najbardziej to zdecydowanie język i styl autorki. Jest on bardzo poetycki i plastyczny, choć momentami Poświatowska nie owija w bawełnę. To świetny przykład,  jak pięknie można opisać ludzkie uczucia. Nie jest to jednak na szczęście grafomaństwo, puste frazesy i banalne słowa.
Mniej podobała mi się natomiast druga część książki, czyli wspomniany opis tułaczki po szpitalach itd. Momentami było to odrobinę nużące.

Jeżeli ktoś lubi poezję Poświatowskiej, ta książka na pewno mu się spodoba. Podobno, jest to również dobra propozycja na pierwsze spotkanie z tą autorką.
Pozostawiam Was na koniec z cytatem:

„Będę mówić przyjacielu. Najchętniej milczałabym, ale milczenie nie jest żadnym rozwiązaniem, milczenie nie wyjaśnia nic. A ja usiłuję wciąż na nowo wyjaśnić sobie i tobie, że to, co uczyniłam, nie było zdradą. Nawet wtedy, gdy zapragnęłam umrzeć, nie popełniłam zdrady i nie zawiodłam twojej wiary we mnie. I dlatego, przyjacielu, przeciw twojemu milczeniu będę się bronić słowami. Chcę ci przypomnieć siebie taką, jaką byłam poprzez te wszystkie lata, które mijały nam wspólnie, dni - podczas których nasze myśli płynęły równolegle, świadome swojej bliskości; wystarczało napisać list, wyciągnąć rękę, żeby napotkać twoje słowa, twój przyjazny gest. Chcę przywołać naszą przeszłość, naszą wspólną przeszłość, chcę, żebyś na tych kartkach, które białe jeszcze piętrzą się przede mną, odnalazł drganie mojego żywego serca.”

Moja ocena 7/10


***
Dzisiejsza recenzja, co pewnie widać, jest pisana bardzo na szybko, ale powrócił do mnie mój laptop i musiałam dla Was coś napisać. Jest szansa, że recenzję będą się pojawiały teraz częściej, gdyż mam możliwości techniczne a od piątku rozpoczynam zimowe ferie. Jejja :D 

1 stycznia 2014

Trochę prywaty. Noworocznie.

Post ten dedykuje moim przyjaciołom - Alicji, Arkadiuszowi, Karolinie i Weronice...
Dziękuję, że jesteście :)


Do napisania tego posta, zainspirował mnie wpis Gosiarelli (ten tutaj). Blogerka pięknie napisała o marzeniach. O marzeniach, które warto zamienić na cele. Cele możliwe do osiągnięcia.

Mamy dzisiaj pierwszy dzień nowego roku. To czas określania swoich priorytetów, marzeń, postanowień. Tylko, zazwyczaj te noworoczne postanowienia nie znajdują odbicia w naszym życiu. Czemu? Być może za dużo od siebie wymagamy, a pojawiające się trudności nas przerażają. A może ten rok będzie inny?

Ja mam tylko jedno postanowienie. Chcę w każdym dniu, nawet najgorszym i najpodlejszym znaleźć pozytywną, choć może błahą rzecz. Wszystko to zamierzam zapisywać na małych karteczkach i umieszczać w słoiczku. Ktoś jeszcze się przyłącza do szukania w szarej codzienności kolorów?


Niech ten rok będzie dla nas wszystkich przełomem. W tym miejscu zwracam się szczególne do osób, którym na początku dedykowałam ten wpis. Każde z Was doskonale wie czego dotyczy jego przełom. Jestem z Wami i proszę byście i Wy byli ze mną przez kolejne 365 dni.


***
Kochani! Jak się udała sylwestrowa zabawa? Ja bawiłam się całkiem dobrze, aktualnie nie czuję nóg, a właściwie czuję je, aż za bardzo.

***
Kolejny nieskładny post. Ehh.... Może wybaczycie