23 stycznia 2014

52. "Requiem" - Lauren Oliver

"Wiesz, że nie możesz być szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa, prawda ?"


"Wy wszyscy, gdziekolwiek jesteście: wy w strzelistych miastach i wy w małych wioskach. Znajdźcie w sobie to, co najtwardsze, kamienne bryły, żelazne pręty i ogniwa, i wyrzućcie precz. Umówmy się tak: zrobię to, jeśli i wy to zrobicie, teraz i na zawsze. Zburzcie mury."

RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW! TYCH, KTÓRZY NIE CZYTALI TOMU PIERWSZEGO I DRUGIEGO ODSYŁAM TUTAJ I TUTAJ.

Ostatnia część bestsellerowej trylogii Lauren Oliver, która przedstawia wizję świata, gdzie miłość została uznana za chorobę. Główna bohaterka - Lena, walczy jako członkini ruchu oporu. Dodatkowo musi stoczyć wewnętrzną walkę, by wybrać pomiędzy Julianem i Aleksem.
Tymczasem jej przyjaciółka - Hana, toczy pozbawione uczuć życie przy boku swojego narzeczonego - przyszłego burmistrza Portland. Czy drogi tych dwóch bohaterek znów się połączą? Czy mury upadną, a światem znów zacznie rządzić miłość?

Czekałam na ostatni tom tej trylogii z wielkim zniecierpliwieniem, gdyż zakończenie drugiej części, choć nieco oczywiste, rozbudziło we mnie ogromną ciekawość, co zrobi teraz Lena. Miałam jednak nadzieję, że autorka przeprowadzi narrację jak w poprzednich książkach, gdzie uczucia głównej bohaterki stanowią tylko tło do wydarzeń politycznych i opisu dystopijnej wizji świata. Tak się jednak nie dzieje. Lena zmienia się diametralnie, dla mnie osobiście stała się irytująca, a w książce pojawił się typowy dla młodzieżówek trójkąt. I tak przez większość czasu mamy do czynienia z rozmyślaniami : Aleks. Julian?. Julian. Aleks? ...
Książkę ratowały rozdziały poświęcone Hanie. Bardzo brakowało mi tej bohaterki i cieszyłam się, że mogę ponownie śledzić jej losy. 
To, co zdecydowanie przyciąga to okładka, najlepsza ze wszystkich, a i adekwatna do treści. W "requiem" mamy do czynienia z czynną walką niszczącą panujący system, który uznaje miłość za chorobę. Poznajemy szereg bohaterów - rebeliantów, którzy nie poddają się i są w stanie oddać życie w imię wprowadzenia nowego ładu. Wydarzenia rozgrywają się dynamicznie, poza rozmyślaniami Leny odnośnie chłopców, akcja się nie wlecze.
Wszystko wydaje się, więc w porządku, jednak finalny tom trylogii wypadł dla mnie jakoś blado i nijako. Ogromnie budujące i poruszające jest zakończenie, nieco filozoficzne co prawda - o burzeniu murów. Nie wiem, może wynika to z tego, że młodzieżówki zaczynają mi się przejadać, lektura "requiem" nie była dla mnie jakaś wyjątkowa, a sama książka i jej treść nie utkwiły mi zbytnio w pamięci.

Podsumowując całą trylogię, myślę, że warto ją przeczytać, choćby ze względu na pomysłowość i oryginalność tematu. Ostatnia część jednak nie porywa, a mnie wręcz rozczarowała. Jakie są Wasze wrażenia odnośnie "requiem", ale też i całej trylogii Oliver?

Moja ocena 6/10

***
Trwają ferie, a ja zgubiłam wenę do pisania recenzji...
Przypominam, że możecie głosować na książkę, której opinię chcecie przeczytać najbardziej :)







3 komentarze:

  1. O serii słyszałam bardzo duzo pozytywnego. Muszę w końcu się za nia zabrać z;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak tylko przejrzałam Twoją recenzję, bo zatrzymałam się na pierwszym tomie, którym oczywiście byłam zachwycona, i póki co ruszyć z miejsca nie mogę, mimo że mam kolejne dwie części. Muszę się jakoś sprężyć, bo jestem szalenie ciekawe jak ta historia się zakończy.

    OdpowiedzUsuń
  3. mi sie własnie podobała ostatnia czesc tylko zakonczenie jakies takie... otwarte:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)