1 lutego 2014

Sobota z filmem #3 "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia"


Jako, że reaktywowałam bloga, powraca na niego cykl Sobota z filmem.
Mam jeszcze kilka tytułów do zrecenzowania, jednak zdecydowałam się, że dziś padnie na ekranizacje drugiej części trylogii Suzanne Collins "W pierścieniu ognia".

Garść informacji o filmie:
Tytuł oryginalny: The Hunger Games: Catching Fire
Gatunek: akcja, Sci-Fi
Premiera światowa: listopad 2013
Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson


O Igrzyskach śmierci słyszał już chyba każdy. Jeżeli nie o książkach, to o filmie na pewno. Wiedząc, że zbliża się premiera ekranizacji drugiej części, na wakacjach przeczytałam całą trylogię raz jeszcze, by sobie przypomnieć pewne szczegóły, których brak będę mogła później wytknąć w recenzji - buhhahahaha <zły śmiech>. Tak na poważnie, idąc do kina wiedziałam, że spotka mnie rozczarowanie. Tak, tak. Jestem jedną  z tych osób, które uparcie twierdzą, że książki są lepsze od filmowych adaptacji czy ekranizacji. 

Ale do rzeczy... SPOILER!!! Katniss znów trafia na arenę. Źli ludzie pokazali to w zwiastunie i to, co dla mnie w książce było największym zaskoczeniem, pokazali wszystkim jak na dłoni. KONIEC SPOILERA!!!

Samo przeprowadzenie akcji w filmie jest według mnie znacznie lepsze, aniżeli w przypadku pierwszej części, gdzie przez pół filmu mało nie zasypiałam w fotelu. Mamy więcej dynamiki, a mniej rozwodzenia się nad treningami trybutów itd. Pojawia się szereg nowych postaci. Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem
 i odkryciem był Sam Claflin, który wcielił się w rolę Finnicka. Dzięki niemu, ta postać zaskarbiła sobie jeszcze większą sympatię. Banks - filmowa Effie - ponownie mistrzowska. Obsada jest ogólnie rzecz biorąc bardzo dobrze dobrana. 

Czegoś jednak mi w tym filmie po prostu zabrakło. Na pewno zakończenia, które wcisnęło by widzów w fotele, a było niestety nienaturalnie przeciągnięte. Pewne sceny mnie rozśmieszyły. Jedną z nich jest dobrze wszystkim fanom znana, scena w windzie. Dla mnie osobiście była farsą i kiedy zobaczyłam ją jeszcze przed obejrzeniem filmu myślałam, że to jakiś żart i ktoś po prostu umieścił 
w sieci dubla z wygłupami aktorów. A jednak nie.. Wiele scen widziałam po prostu inaczej, ale wiadomo o gustach się nie dyskutuje. 

Po wyjściu z kina czułam ogromny niedosyt. Gdybym miała jednak oceniać sam film, bez odnoszenia się do książki, muszę przyznać, że jest to całkiem niezła produkcja. Oczywiście z niecierpliwością czekam na kolejną ekranizację, choć doskonale wiem, że i tak mnie ona nie zadowoli.

Moja ocena 7/10







4 komentarze:

  1. Mi się ekranizacja podobała, mimo kilku niedociągnięć. Wbiła mnie w fotel i miło wspominam. Czekam na "Kosogłosa" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się bardzo podobała ekranizacja i nie mam do niej żadnych większych zastrzeżeń. Spełniła moje oczekiwania :) Nie mogę się doczekać Kosogłosa, szkoda, ze go podzielili na dwie części :C
    Pozdrawiam, Avenix!

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zawsze lepsza :) Ale tę ekranizację uznałam za udaną. A propos sceny w windzie, to mnie się spodobała. Pamiętam jak w książce Katniss opisywała swoje uczucia i moim zdaniem twórcom udało się to pokazać.
    Pisałam w swoje recenzji, że wg mnie twórcom filmu należy się pochwała za to, że w książce główna bohaterka była narratorką, a tu nie (a zdarzają się takie filmy) i to moim zdaniem wyszło na plus, bo nie słyszeliśmy ciągłego monologu głównej bohaterki. I uważam, że sceny bez udziału Katniss, których w książce nie było, im się udały. Jeśli masz ochotę zapraszam do przeczytania mojej recenzji - nie chcę Cię spamować linkami :) ale jeśli zajrzysz to się ucieszę. Pozdrawiam, Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)