9 marca 2014

58. "Tato, gdzie jedziemy?" - Jean-Louis Fournier













Jean-Louis Fournier jest ojcem dwóch chłopców, Mathieu i Thomasa. Urodzili się w odstępie dwóch lat, obaj upośledzeni fizycznie i umysłowo. To sprawiło, że autor "dwukrotnie zaznał końca świata".


 Już na pierwszych stronach książki wyjaśnia: "Mówiąc o dzieciach upośledzonych, ludzie przybierają stosowną minę, jakby mówili o katastrofie. Chciałbym spróbować choć raz mówić o was z uśmiechem. Śmieszyliście mnie często i nie zawsze mimowolnie". Humorem Fournier łamie tabu i uśmierza ból. "To jedyny sposób, by przetrwać, gdy człowiek znalazł się na topliście 50 najbardziej zdesperowanych ludzi" - wyznaje. "Pomyślałem, żeby napisać list do moich dwóch chłopców innych niż wszyscy. Żeby ludzie ich poznali, żeby zaistnieli w społeczeństwie, które ich odrzuca - przecież o takich jak oni przyjaciele się nie dowiadują, ba! uważają, że ich odejście przynosi ulgę. Chciałem wysoko wynieść Mathieu i Thomasa. Chciałem uczynić ich bohaterami książki!".

                                                                                                                                              [opis z lubimyczytac.pl]

Recenzja tej książki przychodzi mi niezwykle trudno. Zazwyczaj niska ocena książki może urazić najwyżej ego jej autora, który nie może przyjąć do wiadomości, że komuś jego dzieło się nie spodobało. W tym wypadku przychodzi mi ocenić czyjeś życie. I pytam: no jak? Jak mogę ocenić wyznanie człowieka, który opisuje życie ze swoimi niepełnosprawnymi synami. A najlepsze jest to, że on, w przeciwieństwie do mnie,  nie ma skrupułów. Bez ogródek stwierdza, że jego synowie mają sieczkę w mózgu. Podchodzi do tego wszystkiego z ogromnym dystansem i specyficznym poczuciem humoru, którego czasem nie mogłam zrozumieć. 


"Tato, gdzie jedziemy?" to książka, po której ludziom robi się lepiej".

Christine Jordis, przewodnicząca jury nagrody Fémina


Czy po tej książce zrobiło mi się lepiej? Nie jestem do tego przekonana. Ta książka dała mi jednak poczucie, że nie należy przy ludziach chorych umysłowo przyjmować tej grzecznej i przepraszającej miny. Trzeba ich po prostu zaakceptować i traktować jak najbardziej normalnie. 

Jeśli chcecie sięgnąć po tę książkę, nie oczekujcie smutnej historii o trudzie wychowania niepełnosprawnych dzieci. Spodziewajcie się brutalnej prawdy, prostego i dosadnego języka w historii o dzieciach z sieczką w mózgu.


Miałam nie przyznawać liczbowej oceny, jednak umieszczę taką jak na LC: 8/10









7 komentarzy:

  1. Czasem po prostu innego wyjścia nie ma, by nie zwariować, trzeba podejść do swojej sytuacji życiowej z dystansem. To też jakaś forma psychologicznej obrony :) Brawa dla faceta, że dał radę, że nie uciekł z podwiniętym ogonem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Szczególnie, że odeszła od niego żona i został z tymi dziećmi sam. Chylę czoła przed ludźmi, którzy zajmują się niepełnosprawnymi, bo ostatnio miałam okazję doświadczyć jak wiele cierpliwości i siły to wymaga.

      Usuń
  2. Pierwszy raz czytam o książce, która w taki sposób porusza problem niepełnosprawności. I z góry stwierdzam, że jest to pozycja, którą każdy człowiek powinien poznać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielokrotnie już o niej czytałam i za każdym razem chciałam ją kupic, ale do dzisiaj jej nie mam :/
    http://krwawiecichozyjac14.blogspot.com/
    Wpadniesz? Nowy wpis, tym razem recenzja książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie się zapowiada :)
    http://myawesomebooks.blogspot.com/
    Obserwuję ;D
    http://myawesomebooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo fajny blog:) zapraszam do mnie:)

    http://sandrainvogue.blogspot.com/

    obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)