30 lipca 2014

64."7 razy dziś" - Lauren Oliver


Sam to dziewczyna, której chyba niczego nie brakuje w życiu. Jest ładna, ma przystojnego chłopaka, wspaniałe przyjaciółki, a przede wszystkim jest popularna i większość podłych rzeczy uchodzi jej na sucho. Bycie wrednym to wręcz przywilej. 
12 lutego, w Dzień Kupidyna, wraz ze swoimi przyjaciółkami udaje się na imprezę. Powrót z zabawy kończy się jednak tragicznie. Kiedy dziewczyna jest przekonana, że umarła, budzi się w swoim pokoju i znów jest 12 lutego... Jeszcze raz. I tak przez siedem dni. 

"Może dla ciebie jest jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć- tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go zmarnować."

"7 razy dziś" to debiut Oliver, znanej wszystkim dobrze autorki trylogii "Delirium". Sięgnęłam po tę książkę, z przeświadczeniem, że będzie to lekka lektura, bo na taką miałam ochotę. Jak się jednak okazało, książki dla młodzieży, choć napisane prostym językiem, bardzo często zmuszają czytelnika do głębokich refleksji. 

"Nadzieja trzyma przy życiu. Nawet po śmierci jest to jedyna rzecz, która trzyma przy życiu."

Sam to dziewczyna, a właściwie typ człowieka, którego każdy z nas zna. Nastolatka ma wszystko. Urodę, chłopaka, popularność. Pomiata innymi, nie szanuje i nie docenia tego co ma. Można jej za to nie lubić. Będzie Was irytować, kiedy będziecie czytać tę powieść. Będziecie mieli ochotę na nią wrzeszczeć. Bohaterka jednak zadaje jedno ważne pytanie: Czy naprawdę jest gorsza niż inni, gorsza niż ty?
Nie chcę jej usprawiedliwiać. Przed tym, jak wpadła w pętlę czasu i jeden dzień zaczął się powtarzać, wyrządziła wiele złego. Ale gdzieś, między wierszami, możemy dostrzec, że kiedyś była zupełnie inną osobą. I ta inna, lepsza Sam, nie miała lekkiego życia. Była pośmiewiskiem. Dopiero później zdobywa popularność i idącą z nią władzę. I tak oto prześladowany staje się prześladowcą. Obnaża to prosty fakt, że najczęściej ludzie, którzy znęcają się psychicznie, bądź fizycznie nad innymi, są po prostu słabi, a agresja jest ich formą obrony. Dlatego też, pomimo tego, że główna bohaterka, przez połowę książki mnie ogromnie irytowała, podobnie jak jej psiapsióły, starałam się ją zrozumieć i dopingowałam w próbach zmian swojego życia.

"Drobiazgi układają się w szczególny wzór mojego życia, sprawiają, że jest niepowtarzalne - jak ręcznie tkany dywan, któremu indywidualne piękno nadają drobne skazy w splocie, niewielkie dziurki, uspokoi i niedoskonałości, których nie da się podrobić."

Rozpoczynając tę książkę, obawiałam się, że czytając siedem wersji jednego dnia, będę się nudzić. Jak się jednak okazało, moje obawy okazały się bezpodstawne. Pomimo tego, że wydarzenia się powtarzają, zmienia się ich bieg i wpływ na losy głównej bohaterki. Dziewczyna bowiem, powoli i z mozołem odkrywa to, co jest w jej życiu najważniejsze. Docenia swoich rodziców, swoją młodszą siostrę. Zrozumie, co jest najważniejsze w miłości, a co najważniejsze tę miłość spotka, w osobie, w której ze względu na swój "status społeczny", nie ma prawa się zakochać.

Książkę czyta się w jedno popołudnie. Głównie przez szybki tok wydarzeń, jak i dzięki lekkiemu i przystępnemu językowi Oliver. I tak jak wspominałam na początku, pomimo tego, że jest to młodzieżówka, czytelnik chcąc, nie chcąc, musi się zastanowić nad swoim życiem, swoim postępowaniem, a także nad śmiercią. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście jest lepszy od głównej bohaterki i czy ma prawo ją oceniać? Jak wykorzystuje dany mu czas?  Musi odpowiedzieć na pytanie, co w jego życiu jest najważniejsze: popularność, władza, czy prawdziwa miłość i przyjaźń?

Jeśli macie więc ochotę, na jakąś dobrze napisaną młodzieżówkę, która nie niesie w sobie tylko ochów i achów głównych bohaterów, a zawiera jakieś mądre przesłanie to bez wątpienia polecam "7 razy dziś".

Moja ocena 7/10

Music:
Miłość. Nostalgia. Paranoje. 

29 lipca 2014

Konkursowa przypominajka!

Kochani! Przypominam, że z okazji drugich urodzin bloga zorganizowałam konkurs. Szczegóły możecie uzyskać po kliknięciu w baner:


***
Mam nowy sprzęt, więc pisanie recenzji nie będzie się już wiązało z obawami, że laptop się nagle wyłączy. Jeśli wena dopisze, spodziewajcie się niedługo lawiny recenzji. 

22 lipca 2014

63."Freak city" - Kathrin Schrocke



Mika przeżywa swój miłosny zawód, kiedy poznaję Leę. Dziewczyna jest piękna, intrygująca i do tego głucha... Pomiędzy bohaterami rodzi się jednak coś, czego dźwięki i tak nie są w stanie oddać.

Zawsze myślałam, że spadające gwiazdy brzmią jak tłuczone szkło...

Wypożyczyłam "Freak city", bo była to jedyna książka, która rzuciła mi się w oczy podczas jednej z wycieczek do biblioteki. Pomyślałam, że skoro są wakacje to przeczytam sobie  jakąś młodzieżówkę. Miałam co chciałam. Jakąś młodzieżówkę, którą można przeczytać w kilka godzin, i która nie zapada w pamięć, bo też niczym się nie wyróżnia, wśród - lawiny wręcz- książek dla nastolatków. W lawinie tej można znaleźć perełki, można też znaleźć książki, które choć nie są dnem, pozostawiają wiele do życzenia. Tak jest też z powieścią Schrocke.

Po pierwsze główny bohater, narrator. Ja rozumiem, że nastolatek i nie wyżyty. Ale czy przez niemal połowę, swoją drogą krótkiej książki, musi mówić i myśleć o jednym?! Liczyłam  też na szerszą analizę problemu głuchoty. Chciałam poznać problemy ludzi niesłyszących, ich odrębność, zupełnie inny świat. A tak po prawdzie, Lea, w której nasz bohater się kocha (to nie jest spojler, to oczywista oczywistość) pojawia się w książce dużo rzadziej niż słowo seks. Trudno. Chciałam książkę o miłości, która spotyka na swojej drodze ogromną, można by powiedzieć, językową barierę. A przeczytałam historię chłopaczka, który z jednej strony jest dojrzały, bo nie odrzuca głuchej dziewczyny, podczas gdy część jego rówieśników by ją wyśmiała. Z drugiej jednak strony myśli tylko o tym, by wylądować z nią w łóżku. Nie wspomnę już o jego byłej, która jest okropnie irytującą postacią, która wykorzystuje swoją urodę i talent, by bawić się uczuciami innych, w tym głównego bohatera. 

Głuchota, czy innego rodzaju niepełnosprawności to wciąż temat tabu. Liczyłam, że książka choć trochę go przełamie. Dla mnie była jednak naiwną historią, która nie była dla mnie w ogóle przekonywująca. A miałam takie nadzieje...


Piosenka, która pojawia się w książce. Nie myślałam, że niemiecki może tak,całkiem ładnie, brzmieć.

Moja ocena 5/10



20 lipca 2014

Drugie urodziny bloga!!! + KONKURS


Ekhem, ekhem... Stało się! Nadeszły drugie urodziny bloga, choć nie mam bladego pojęcia, kiedy ten czas minął. Ostatnio przeglądałam początkowe wpisy. Przez te 730 dni zmieniło się tu dużo. Począwszy od wyglądu, po (mam nadzieję) jakość wpisów. Były przerwy, pożegnania, powroty. Były okresy kompletnych pustek, kiedy blog umierał śmiercią naturalną oraz okresy wzmożonej aktywności. Przez cały ten czas towarzyszyli i towarzyszą mi nadal wspaniali ludzie. Części z nich nie poznałabym, gdyby nie blog. 

Rocznice to również czas podsumowań. Przez dwa lata:
 - opublikowałam 114 postów, z czego 62 to recenzje
- wyświetliliście mój blog ponad 50 000 razy 
- zostawiliście tutaj 892 komentarze
- moją pracę śledzi 157 obserwatorów, a na facebooku  175 łapek powędrowało w górę
-( założyłam drugiego bloga : http://swiatwedlugalice.blogspot.com/)
- wpadłam w nałóg kupowania książek i tak oto, prezentuje się moja biblioteczka:

Nie pozostaje mi nic, tylko Wam podziękować! Za to, że czytacie, komentujecie, doradzacie. Za to, że jesteście nawet wtedy, kiedy nie pojawiają się nowe wpisy. Dziękuję i proszę o kolejny rok :).

Składam też serdeczne życzenia wszystkim recenzentom, którzy dzisiaj obchodzą swój dzień. Życzę Wam, a w tym też sobie, motywacji do działania, wielu wspaniałych pomysłów i wiernych czytelników. 


KONKURS
Bo czym byłyby urodziny, bez takowego? 
Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Alicja w Krainie Książek - alice.
2. Konkurs trwa od 20.07. do 03.08.2013 do godziny 23:59
3. Nagrodą w konkursie jest książka pochodząca z mojej biblioteczki. Jaka? Otóż w tym roku, macie możliwość wyboru z następującej puli tytułów:
Przewiduję wyłonienie jednego zwycięzcy. Gdyby jednak okazało się, że podjęcie tej decyzji będzie niemożliwe, wybiorę dwie osoby, z zastrzeżeniem, że pierwszeństwo wyboru ma laureat I miejsca. 

4. Aby wziąć udział w konkursie należy zgłosić się pod tym postem, lub wysłać mejla. 
Formularz zgłoszenia (Proszę o zachowanie kolejności!!!):
-nick
- książka, którą chcecie wygrać
-adres e-mail
-adres bloga (opcjonalnie)
-odpowiedź na pytanie konkursowe:

Książki są portalem do innego świata. Gdybyś był zmuszony do przeprowadzki, w konkretne miejsce z literatury, to co by to było i dlaczego? 

Liczę na Waszą kreatywność i poczucie humoru. W wyborze najlepszej odpowiedzi zapewne pomogą mi moje dwie przyjaciółki - Karolina, Vibi z książek okiem nastolatki i Ala z good-or-bad.

5. Zwycięzcy mają tydzień na przesłanie na mojego mejla (alicjah6@gmail.com) swoich danych adresowych. Jeśli w tym terminie, bez wcześniejszego uprzedzenia, nie otrzymam adresu, zostanie wybrana kolejna osoba.  Nie wysyłam poza teren Polski!

6.Osoby posiadające bloga proszę o umieszczenie podlinkowanego baneru:


7. Dodanie bloga do obserwowanych oraz lajki na fb nie są obowiązkowe i nie wpływają na podjęcie decyzji jury.
8. Wszelkie pytania proszę zostawiać pod tym wpisem, lub słać na adres alicjah6@gmail.com
9. W przypadku małej liczby zgłoszeń, organizator, zastrzega sobie prawo do przedłużenia terminu konkursu.

15 lipca 2014

62. "Doktorzy" - Erich Segal

Oryginalny tekst Przysięgi Hipokratesa (fragmenty):

 Przysięgam Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom, biorąc ich za świadków, że wedle swoich sił i osądu [sumienia] przysięgi tej i tej pisemnej umowy dotrzymam.[...]
Zdrowy tryb życia i sposób odżywiania się zalecał będę wedle swoich sił i osądu, mając na względzie pożytek cierpiących, chroniąc ich zaś przed szkodą i krzywdą.
Nigdy nikomu, także na żądanie, nie dam zabójczego środka ani też nawet nie udzielę w tym względzie rady; [...] Czyste i prawe zachowam życie swoje i sztukę swoją.[...]
Do któregokolwiek z domów wnijdę, wejdę dla pożytku cierpiących; [...]
Jeżeli więc tej swojej przysięgi dochowam i jej nie naruszę, niech zyskam powodzenie i w życiu, i w sztuce, i sławę u wszystkich ludzi po wsze czasy; jeżeli zaś ją złamię i się jej sprzeniewierzę, niech mnie wszystko przeciwne dotknie.


Szkoła Medyczna Uniwersytetu Harvarda. Laura, Barney, Bennet, Hank i Seth wraz z innymi studentami pierwszego roku stają do boju o zdobycie zawodu lekarza. Najpierw wyczerpujące studia, później lata praktyk i staży. A to wszystko, by pewnego dnia usłyszeć: dziękuję, że uratował mi pan życie.

"Następnego ranka wchodzili na salę egzaminacyjną jak automaty, aby ponownie stawić czoło kolejnym testom, których pytania przyprawiały ich o takie mdłości, że prawie odruchowo zwracali informacje."

Jako (mam nadzieję) przyszła studentka medycyny po powieść Segala sięgnęłam z radością, pomimo, że posiadam ją w wersji kieszonkowej i mała czcionka oraz jej format nieco utrudniał zadanie przejścia przez 730 stron książki. Jednak dzięki temu, że autora mogę zaliczyć do tych, którzy posiadają niezwykle lekkie pióro, pochłonęłam tę książkę bardzo szybko, choć nie ukrywam, że oczekiwałam po niej czegoś zupełnie innego. 
Segal bowiem nie skupia się na dokładnym opisie procesu kształcenia, dokonywanych zabiegów i konkretnych medycznych przypadków. Jak sam pisze w podziękowaniach, posiada dyplom z literatury porównawczej, a nie z anatomii. Jeśli więc wzbranialiście się przed tym tytułem, ze względu na skojarzenia z medycznym bełkotem i krwawymi szczegółami zabiegów, możecie odłożyć te uprzedzenia na bok i spokojnie sięgnąć po tę książkę. Bo medycznych przypadków, które byłyby tu szerzej rozwinięte, jest tu niestety, przynajmniej dla mnie, jak kot napłakał.
"Dlaczego myślisz o zmartwieniach innych ludzi?
Czyżbyś chciał przez to uniknąć analizy własnych uczuć?"

Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Wręcz przeciwnie. Pomyślicie, że skoro Segal nie naszpikował swojej powieści łacińskimi nazwami organów, opisami wycinania wyrostka robaczkowego, to co do licha umieścił w tym tomisku? Otóż to co chyba najbardziej podobało mi się w tej książce to to, że jest dość mocno osadzona w realiach historycznych. Szeroki wachlarz bohaterów jest niejako obrazem sytuacji, jaka miała miejsce w latach 60. nie tylko w Ameryce, ale i na całym świecie. Historie głównych bohaterów to często poruszające opowieści, które mogą stać się dla wielu czytelników inspiracją do spełniania swoich marzeń. Czarnoskóry Bennet walczy z rasizmem. Laura, jako jedna z nielicznych kobiet na roku i nielicznych w ówczesnych czasach lekarzy kobiet, również zmaga się z dyskryminacją, udowadniając, że piękna blondynka, może być naukowym geniuszem. Dzięki Segalowi śledzimy także ogromny postęp medycyny, znajdujemy odniesienia do historii i literatury. Mierzymy się z moralnymi i filozoficznymi dylematami i problemami, które po dziś dzień budzą kontrowersje.Mierzymy się z cierpieniem i śmiercią, z bezradnością wobec choroby, frustracją, że nie można już pomoc.  Śledzimy losy młodych idealistów, którzy muszą zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Z naukowcami, dla których pacjent jest tylko materiałem badawczym, a dla niego samego istotne są tytuły, nagrody i pieniądze. Z niezrozumieniem współpracowników, z trudnościami życia osobistego. Postacie nie są idealne i przez to zaskarbiają sobie sympatię czytelnika. Moje serce zdobyła oczywiście Laura, która swoim uporem i determinacją, pokazała, że kobiety to nie jest słaba płeć. No i oczywiście lubię ją za to, że jako specjalizację wybrała pediatrię.

To co mnie w tej książce momentami irytowało to fakt, zbyt wielu miłosnych dramatów Laury i Barneya, którym autor poświęca najwięcej słów. Od nich też powieść zaczyna się, ich losy również ją zamykają. Było tego trochę za dużo. Zamiast tego wolałabym poczytać o jakimś niespotykanym medycznym przypadku. 
To co jeszcze jest ważne to to, że Segal odziera niejako profesję lekarza z jego "boskości". Pokazuje, że są to zwykli ludzie, którzy choć czasem próbują bawić się w Pana Boga, popełniają błędy, które mogą zaważyć na ludzkim życiu. 

Z pewnością sięgnę po inne książki tego autora, głównie ze względu na jego lekkie pióro. "Doktorów" polecam nie tylko tym, których medycyna fascynuje, ale wszystkim, którzy mają ochotę poznać kilka świetnie przemyślanych i świetnie napisanych historii młodych lekarzy, którzy nie są tylko lekarzami, ale ludźmi z krwi i kości. Gorąco polecam! A jeśli się już zdecydujecie, nie czytajcie opisu z okładki, bo znajduje się tam okropny spojler :).

"Niemal przez całe życie studiował sztukę medyczną, a teraz pojął, że nigdy do końca nie zrozumie jej tajemnic.
Medycyna jest bowiem wiecznym poszukiwaniem powodów - przyczyn, które wyjaśniają skutki.
Nauka nie jest w stanie pojąć cudu."


Moja ocena 8/10

Music: 

14 lipca 2014

Stosik #11 ~ bo przecież nie mam co czytać


Jestem uzależniona... I muszę to przyznać otwarcie. Uzależniona od książek oczywiście. Bo przecież w czym przeszkadzają piętrzące się stosy własnych książek, w tym, żeby udać się do biblioteki lub poprosić przyjaciółki o kolejne tytuły. I tak oto zawitały w kolejce do czytanie takie oto pozycje:

-"Cierpienia Młodego Wertera"
-"Faust"
-"Freak City" - rano pożyczone, już skończone
-"Siostrzyca"
-"Feed"

Aktualnie namiętnie czytam "Doktorów" i sagę o Wiedźminie. Spodziewajcie się więc wielu recenzji. Oby tylko naszła mnie wena. A Wy co czytacie na tych wakacjach?

10 lipca 2014

61. "Gwiazd naszych wina" - John Green

Kiedy na polskim rynku pojawiła się powieść Johna Greena "Gwiazd naszych wina", blogosfera i czytelniczy świat rozpłynął się, w przeważającej części, w zachwycie. Oczekując wiele, a i chcąc być na bieżąco z bestsellerami postanowiłam sięgnąć po ten tytuł. Niestety, ja w zachwytach rozpływać się nie będę.


Nastoletnia Hazel ma raka. Jej życie to walka o każdy oddech, każdą chwilę spędzoną z najbliższymi. Dziewczyna, zniechęcona wszystkim, zostaje niejako zmuszona do wzięcia udziału w spotkaniu grupy wsparcia. Poznaje tam Augustusa. Między bohaterami nawiązuje się więź, tworzą oni swoją małą nieskończoność, wbrew swoim gwiazdom, które mają inne plany.

                                                                                                                                                                                                     Gdyby z opisu fabuły usunąć słowa "rak" i "grupa wsparcia", a wstawić "przeciętna" i "lekcja biologii" oraz kilka przymiotników przed imieniem głównego bohatera, otrzymalibyśmy opis na okładkę wielu książek dla młodzieży. Bo "Gwiazd naszych wina" to jest książka dla młodzieży. Tak, wiem. Dlatego też postaram się spojrzeć na nią z tej perspektywy. 

"Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę, i daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego."

Grupa odbiorców, z czym wiąże się używany przez autora język i styl, są jak najbardziej trafione. Choć dla mnie, niektóre rozmowy, czy sceny były nieco sztuczne, inne zaś infantylne. Chylę czoła przed Greenem za coś innego. Za poruszony temat. Nie da się ukryć - rak, czy inne nieuleczalne choroby to nie jest już coś z czym spotykamy się rzadko. To nas otacza, coraz częściej dowiadujemy się, że ktoś z naszych bliskich, bądź znajomych jest poważnie chory. W większości nie wiemy, jak z tą osobą rozmawiać, litujemy się nad nią, unikamy spojrzeń w oczy. Green pokazuje, że Ci ludzie mają normalne życie. Kochają, nienawidzą, popełniają błędy, spełniają marzenia. Jest im ciężko, to oczywiste, bo chodzenie z aparatem tlenowym na pewno życia nie ułatwia. Ale żyją. I najczęściej, pomimo bólu i cierpienia, frustracji i buntu, podchodzą do choroby z dystansem. Tak właśnie zachowuje się Hazel, czy Isaac - przyjaciel Gusa. Chciałabym wierzyć, że młodzi ludzie, którzy przeczytają tę książkę, będą lepiej rozumieli np. swoich chorych rówieśników. Nie będą ich traktować, z jednej strony jak jajko, z drugiej jak muzealny eksponat. Będą też mieli większą świadomość, że prędzej, czy później oni odejdą.

Książkę można przeczytać w jedno popołudnie. Zapewne można się wzruszyć, mnie się nie udało. Można za to bardzo szybko przewidzieć zakończenie, niestety. Chwalę za pomysł poszukiwań autora, który napisał ulubioną książkę Hazel. Przyznam, że ten wątek był najbardziej interesujący. Z chęcią wyrzuciłabym z tej
książki kilka ckliwych momentów, a w ich miejsce wsadziłabym więcej psychiki bohaterów, która swoją drogą głęboka jest, gdyż spotkać można tu mnóstwo filozoficznych wywodów. Kilka całkiem niezłych, choć jak na szesnastolatkę? To pewnie Efekt Uboczny Umierania.

"Do grupy, której skład bezustannie się zmieniał, należeli młodzi ludzie na różnych etapach rozwoju choroby nowotworowej. Dlaczego jej skład się zmieniał? Efekt uboczny umierania."

Przyznaję, ta recenzja jest nieco ironiczna. Nie rozumiem fenomenu tej książki i samych 10 stawianych w recenzjach. Jako młodzieżówka niezła, ale nie jest to książka, która mnie porwała, wstrząsnęła i wewnętrznie wywróciła. 

Na podstawie książki powstał film, o którym pewnie większość słyszała. Jestem ciekawa Waszych opinii.

Moja ocena 7/10
***
Nutka:


***
Przypominam, że szukam pen friend. Chętnych proszę o mejla: alicjah6@gmail.com


2 lipca 2014

Stosik #10 ~ wakacyjnie

                                                                                                                                                    
 Jakby ktoś nie był jeszcze zorientowany, to zaczęły się wakacje! Miałam leżeć, czytać i miało mi być z tym dobrze, 
a tymczasem zabrałam się za generalne porządki. Stworzyłam dodatkowe miejsce na książki, które przestawały mi się już mieścić w mojej biblioteczce. Można więc kupować kolejne tomiska. 

Zanim jednak zapełnię wolne przestrzenie, chciałabym nadrobić swoje zaległości.
 Powstał więc kolejny już stosik.
Książek, które będą mi towarzyszyć przez wakacyjne miesiące.

Jak widać na pierwszy rzut oka, króluje Sapkowski. Pewna osoba się zapewne bardzo cieszy, że wreszcie czytam sagę o Wiedźminie. Jest też Segal i "Doktorzy". "Nie odchodź" to prezent od wychowawczyni za bycie najlepszą przewodniczącą, "Dziewczyny atomowe" to z kolei nagroda za czerwony pasek. Jest też okazyjnie nabyty tytuł "Gdzie byliście gdy zapadła ciemność", który aktualnie czytam. Gdybym chciała zaprezentować Wam cały stosik lektur na nadchodzące miesiące, to byłby on chyba wyższy ode mnie...







***
Ludzie listy piszą...

Zanim ucieknę do czytania, mam propozycję nie do odrzucenia. Od jakiegoś czasu piszę ze swoją przyjaciółką, ale także z innymi osobami listy. Takie wiecie, papierowe. Ktoś w ogóle wie jeszcze jak to wygląda??? Może ktoś z Was chciałby prowadzić taką korespondencję? A możemy pisać o wszystkim. Gdyby ktoś był zainteresowany, to proszę o kontakt mejlowy: alicjah@gmail.com



I jeszcze nutka: