10 lipca 2014

61. "Gwiazd naszych wina" - John Green

Kiedy na polskim rynku pojawiła się powieść Johna Greena "Gwiazd naszych wina", blogosfera i czytelniczy świat rozpłynął się, w przeważającej części, w zachwycie. Oczekując wiele, a i chcąc być na bieżąco z bestsellerami postanowiłam sięgnąć po ten tytuł. Niestety, ja w zachwytach rozpływać się nie będę.


Nastoletnia Hazel ma raka. Jej życie to walka o każdy oddech, każdą chwilę spędzoną z najbliższymi. Dziewczyna, zniechęcona wszystkim, zostaje niejako zmuszona do wzięcia udziału w spotkaniu grupy wsparcia. Poznaje tam Augustusa. Między bohaterami nawiązuje się więź, tworzą oni swoją małą nieskończoność, wbrew swoim gwiazdom, które mają inne plany.

                                                                                                                                                                                                     Gdyby z opisu fabuły usunąć słowa "rak" i "grupa wsparcia", a wstawić "przeciętna" i "lekcja biologii" oraz kilka przymiotników przed imieniem głównego bohatera, otrzymalibyśmy opis na okładkę wielu książek dla młodzieży. Bo "Gwiazd naszych wina" to jest książka dla młodzieży. Tak, wiem. Dlatego też postaram się spojrzeć na nią z tej perspektywy. 

"Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę, i daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego."

Grupa odbiorców, z czym wiąże się używany przez autora język i styl, są jak najbardziej trafione. Choć dla mnie, niektóre rozmowy, czy sceny były nieco sztuczne, inne zaś infantylne. Chylę czoła przed Greenem za coś innego. Za poruszony temat. Nie da się ukryć - rak, czy inne nieuleczalne choroby to nie jest już coś z czym spotykamy się rzadko. To nas otacza, coraz częściej dowiadujemy się, że ktoś z naszych bliskich, bądź znajomych jest poważnie chory. W większości nie wiemy, jak z tą osobą rozmawiać, litujemy się nad nią, unikamy spojrzeń w oczy. Green pokazuje, że Ci ludzie mają normalne życie. Kochają, nienawidzą, popełniają błędy, spełniają marzenia. Jest im ciężko, to oczywiste, bo chodzenie z aparatem tlenowym na pewno życia nie ułatwia. Ale żyją. I najczęściej, pomimo bólu i cierpienia, frustracji i buntu, podchodzą do choroby z dystansem. Tak właśnie zachowuje się Hazel, czy Isaac - przyjaciel Gusa. Chciałabym wierzyć, że młodzi ludzie, którzy przeczytają tę książkę, będą lepiej rozumieli np. swoich chorych rówieśników. Nie będą ich traktować, z jednej strony jak jajko, z drugiej jak muzealny eksponat. Będą też mieli większą świadomość, że prędzej, czy później oni odejdą.

Książkę można przeczytać w jedno popołudnie. Zapewne można się wzruszyć, mnie się nie udało. Można za to bardzo szybko przewidzieć zakończenie, niestety. Chwalę za pomysł poszukiwań autora, który napisał ulubioną książkę Hazel. Przyznam, że ten wątek był najbardziej interesujący. Z chęcią wyrzuciłabym z tej
książki kilka ckliwych momentów, a w ich miejsce wsadziłabym więcej psychiki bohaterów, która swoją drogą głęboka jest, gdyż spotkać można tu mnóstwo filozoficznych wywodów. Kilka całkiem niezłych, choć jak na szesnastolatkę? To pewnie Efekt Uboczny Umierania.

"Do grupy, której skład bezustannie się zmieniał, należeli młodzi ludzie na różnych etapach rozwoju choroby nowotworowej. Dlaczego jej skład się zmieniał? Efekt uboczny umierania."

Przyznaję, ta recenzja jest nieco ironiczna. Nie rozumiem fenomenu tej książki i samych 10 stawianych w recenzjach. Jako młodzieżówka niezła, ale nie jest to książka, która mnie porwała, wstrząsnęła i wewnętrznie wywróciła. 

Na podstawie książki powstał film, o którym pewnie większość słyszała. Jestem ciekawa Waszych opinii.

Moja ocena 7/10
***
Nutka:


***
Przypominam, że szukam pen friend. Chętnych proszę o mejla: alicjah6@gmail.com


8 komentarzy:

  1. Ja również po przeczytaniu "Gwiazd naszych wina" nie byłam do końca usatysfakcjonowana, bo czegoś mi brakowało, odczuwałam niedosyt. Historia może i urokliwa, może i wycisnęła ze mnie łzy, jednak zachwycona nią nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też odnoszę wrażenie, że zachwyty i dyszki w recenzjach są nieco rpzesadzone. Może kiedyś po Greena sięgnę, ale może za rok, dwa jak torchę spokojniej się w tym temacie zrobi. Nie lubię się rzucać na coś, co jest w danej chwili oblegane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sięgnęłam z czystej ciekawości, spontanicznie. Chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście ta książka jest tak fenomenalna :).

      Usuń
  3. Dużo słyszałam o tym dziele, a i film nakręca ten rozgłos, ale prawdę mówiąc, wydaje mi się, że są lepsze książki poruszające temat raka i chorób śmiertelnych, nawet w odniesieniu do nastolatków. Możliwe, że sięgnę po nią z ciekawości. Nie jest zbyt obszerna, także co mi szkodzi? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No patrz, a ja uwielbiam tę książkę. :) Na pewno będę do niej wracać, bo absolutnie mnie oczarowała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiscie mam w planach, tylko musze jeszcze troche poczekac.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam w planach. Na razie czytałam "Szukając Alaski" :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)