22 lipca 2014

63."Freak city" - Kathrin Schrocke



Mika przeżywa swój miłosny zawód, kiedy poznaję Leę. Dziewczyna jest piękna, intrygująca i do tego głucha... Pomiędzy bohaterami rodzi się jednak coś, czego dźwięki i tak nie są w stanie oddać.

Zawsze myślałam, że spadające gwiazdy brzmią jak tłuczone szkło...

Wypożyczyłam "Freak city", bo była to jedyna książka, która rzuciła mi się w oczy podczas jednej z wycieczek do biblioteki. Pomyślałam, że skoro są wakacje to przeczytam sobie  jakąś młodzieżówkę. Miałam co chciałam. Jakąś młodzieżówkę, którą można przeczytać w kilka godzin, i która nie zapada w pamięć, bo też niczym się nie wyróżnia, wśród - lawiny wręcz- książek dla nastolatków. W lawinie tej można znaleźć perełki, można też znaleźć książki, które choć nie są dnem, pozostawiają wiele do życzenia. Tak jest też z powieścią Schrocke.

Po pierwsze główny bohater, narrator. Ja rozumiem, że nastolatek i nie wyżyty. Ale czy przez niemal połowę, swoją drogą krótkiej książki, musi mówić i myśleć o jednym?! Liczyłam  też na szerszą analizę problemu głuchoty. Chciałam poznać problemy ludzi niesłyszących, ich odrębność, zupełnie inny świat. A tak po prawdzie, Lea, w której nasz bohater się kocha (to nie jest spojler, to oczywista oczywistość) pojawia się w książce dużo rzadziej niż słowo seks. Trudno. Chciałam książkę o miłości, która spotyka na swojej drodze ogromną, można by powiedzieć, językową barierę. A przeczytałam historię chłopaczka, który z jednej strony jest dojrzały, bo nie odrzuca głuchej dziewczyny, podczas gdy część jego rówieśników by ją wyśmiała. Z drugiej jednak strony myśli tylko o tym, by wylądować z nią w łóżku. Nie wspomnę już o jego byłej, która jest okropnie irytującą postacią, która wykorzystuje swoją urodę i talent, by bawić się uczuciami innych, w tym głównego bohatera. 

Głuchota, czy innego rodzaju niepełnosprawności to wciąż temat tabu. Liczyłam, że książka choć trochę go przełamie. Dla mnie była jednak naiwną historią, która nie była dla mnie w ogóle przekonywująca. A miałam takie nadzieje...


Piosenka, która pojawia się w książce. Nie myślałam, że niemiecki może tak,całkiem ładnie, brzmieć.

Moja ocena 5/10



2 komentarze:

  1. O... no to ładnie się zawiodłaś ;) Muszę z przykrością stwierdzić, że po prostu "seks się dobrze sprzedaje" ot cały problem. Czytałam niedawno podobna młodzieżówkę i byłam zniesmaczona, że osobom niepełnoletnim daje się coś utrzymanego w takich wyuzdanych klimatach. To przykre, że współczesny nastolatek uczy się (czyta) o miłości fizycznej, a nie tej wewnętrznej, dużo piękniejszej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Można się zgodzić z tym, co powiedziała moja poprzedniczka. Co jakiś czas w literaturze pojawia się motyw, który staje się popularny i pisarze starają się eksploatować go do granic możliwości - i tak jest właśnie obecnie z seksem. Nie mam nic przeciwko niemu, ale wszystko w rozsądnych ilościach i tak, by taki wątek nie zaburzył całej koncepcji i fabuły książki. A tutaj jak widać wszystko zostało przez to zdominowane. Trochę szkoda, bo pomysł na książkę ciekawy, tylko zmarnowany.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)