30 lipca 2014

64."7 razy dziś" - Lauren Oliver


Sam to dziewczyna, której chyba niczego nie brakuje w życiu. Jest ładna, ma przystojnego chłopaka, wspaniałe przyjaciółki, a przede wszystkim jest popularna i większość podłych rzeczy uchodzi jej na sucho. Bycie wrednym to wręcz przywilej. 
12 lutego, w Dzień Kupidyna, wraz ze swoimi przyjaciółkami udaje się na imprezę. Powrót z zabawy kończy się jednak tragicznie. Kiedy dziewczyna jest przekonana, że umarła, budzi się w swoim pokoju i znów jest 12 lutego... Jeszcze raz. I tak przez siedem dni. 

"Może dla ciebie jest jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć- tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go zmarnować."

"7 razy dziś" to debiut Oliver, znanej wszystkim dobrze autorki trylogii "Delirium". Sięgnęłam po tę książkę, z przeświadczeniem, że będzie to lekka lektura, bo na taką miałam ochotę. Jak się jednak okazało, książki dla młodzieży, choć napisane prostym językiem, bardzo często zmuszają czytelnika do głębokich refleksji. 

"Nadzieja trzyma przy życiu. Nawet po śmierci jest to jedyna rzecz, która trzyma przy życiu."

Sam to dziewczyna, a właściwie typ człowieka, którego każdy z nas zna. Nastolatka ma wszystko. Urodę, chłopaka, popularność. Pomiata innymi, nie szanuje i nie docenia tego co ma. Można jej za to nie lubić. Będzie Was irytować, kiedy będziecie czytać tę powieść. Będziecie mieli ochotę na nią wrzeszczeć. Bohaterka jednak zadaje jedno ważne pytanie: Czy naprawdę jest gorsza niż inni, gorsza niż ty?
Nie chcę jej usprawiedliwiać. Przed tym, jak wpadła w pętlę czasu i jeden dzień zaczął się powtarzać, wyrządziła wiele złego. Ale gdzieś, między wierszami, możemy dostrzec, że kiedyś była zupełnie inną osobą. I ta inna, lepsza Sam, nie miała lekkiego życia. Była pośmiewiskiem. Dopiero później zdobywa popularność i idącą z nią władzę. I tak oto prześladowany staje się prześladowcą. Obnaża to prosty fakt, że najczęściej ludzie, którzy znęcają się psychicznie, bądź fizycznie nad innymi, są po prostu słabi, a agresja jest ich formą obrony. Dlatego też, pomimo tego, że główna bohaterka, przez połowę książki mnie ogromnie irytowała, podobnie jak jej psiapsióły, starałam się ją zrozumieć i dopingowałam w próbach zmian swojego życia.

"Drobiazgi układają się w szczególny wzór mojego życia, sprawiają, że jest niepowtarzalne - jak ręcznie tkany dywan, któremu indywidualne piękno nadają drobne skazy w splocie, niewielkie dziurki, uspokoi i niedoskonałości, których nie da się podrobić."

Rozpoczynając tę książkę, obawiałam się, że czytając siedem wersji jednego dnia, będę się nudzić. Jak się jednak okazało, moje obawy okazały się bezpodstawne. Pomimo tego, że wydarzenia się powtarzają, zmienia się ich bieg i wpływ na losy głównej bohaterki. Dziewczyna bowiem, powoli i z mozołem odkrywa to, co jest w jej życiu najważniejsze. Docenia swoich rodziców, swoją młodszą siostrę. Zrozumie, co jest najważniejsze w miłości, a co najważniejsze tę miłość spotka, w osobie, w której ze względu na swój "status społeczny", nie ma prawa się zakochać.

Książkę czyta się w jedno popołudnie. Głównie przez szybki tok wydarzeń, jak i dzięki lekkiemu i przystępnemu językowi Oliver. I tak jak wspominałam na początku, pomimo tego, że jest to młodzieżówka, czytelnik chcąc, nie chcąc, musi się zastanowić nad swoim życiem, swoim postępowaniem, a także nad śmiercią. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście jest lepszy od głównej bohaterki i czy ma prawo ją oceniać? Jak wykorzystuje dany mu czas?  Musi odpowiedzieć na pytanie, co w jego życiu jest najważniejsze: popularność, władza, czy prawdziwa miłość i przyjaźń?

Jeśli macie więc ochotę, na jakąś dobrze napisaną młodzieżówkę, która nie niesie w sobie tylko ochów i achów głównych bohaterów, a zawiera jakieś mądre przesłanie to bez wątpienia polecam "7 razy dziś".

Moja ocena 7/10

Music:
Miłość. Nostalgia. Paranoje. 

7 komentarzy:

  1. Książka była dla mnie prawdziwym odkryciem, liczyłam na takie byle co, podejrzewałam, że będzie to zwykły zapychacz, a na samym końcu nie mogłam powstrzymać łez. Chyba aż bardzo mi się podobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka naprawiła trochę moje nastawienie do autorki, której "Delirium" troszkę mnie zawiodło. Dzięki temu sięgnęłam po "Pandemonium" i teraz nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po "Delirium" nabrałam ochoty na książki tej autorki, dlatego postaram się przeczytać "7 razy dziś" mimo że to młodzieżówka, ale że lubię moty pętli czasu, to co mi zależy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie, ze kiedyś o niej było dość głośno, bo ją dość dobrze zapamiętałam co nie zdarza mi się często. Muszę powiedzieć, że nadal mam na nią ochotę, więc w niedalekiej przyszłości pewnie się u mnie znajdzie. \
    P.S
    Uwielbiam Artura Rojka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja choć z młodzieżówek już trochę "wyrosłam" i nieczęsto po nie sięgam, to "7 razy dziś" bardzo miło wspominam. Miło się czytało i rzeczywiście zmuszało do refleksji :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka leży na mojej półce od dłuższego czasu, ale nie mogłam się zdobyć, by ją przeczytać. Twoja recenzja sprawiła, że leży teraz w walizce, czekając na wyjazd do Chorwacji!
    Czytam takie blogi jak twój już od dawna i zawsze korciło mnie by założyć własny. Nie wiedziałam, czy poradzę sobie z formą recenzji ( na codzień piszę opowiadania) Zdobyłam się, blog jest założony. Jak będziesz miała czas, miło byłoby gdybyś odwiedziła i hmm.. oceniła?

    http://niespieboczytam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. JA również się bałam, że książka będzie nudna przez te 7 dni, ale nic z tych rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione komentarze. Dzięki Wam mam motywację do dalszej pracy na blogu. Proszę również o konstruktywną krytykę :)